samotność matki

Kocham moje dzieci. Są miłością mojego życia i jego sensem. To zupełnie inna miłość. Bezwarunkowa. Myślałam że znam ją już wcześniej, że taką miłością kocham męża, rodziców czy siostrę. Ale jednak to nie to. Miłość do dziecka jest miłością wyjątkową, niepowtarzalna, nieporównywalną.
I bycie matką jest super, daje niesamowitą czystą radość.
Niestety żyjemy w czasach, w których matkom jest trudno. Z jednej strony mamy internet jako źródło informacji o wszystkim, z drugiej strony brakuje nam wsparcia jakie miały nasze matki i babki. Dzisiejsza matka, w szczególności ta która ma małe dziecko jest bardzo samotna. Mąż wychodzi do pracy do ludzi a ona zostaje sama wśród brudnych pieluch, z dzieckiem o którym jeszcze nic nie wie tylko tyle co czyta w sieci (każde dziecko jest inne - czy to w ogóle można uznać za informację?),z milionem zmartwień, pytań i przytłaczająca odpowiedzialnością za każdą decyzję podjęta w sprawie małego człowieka i często mega zmęczeniem, bo przecież ukochane maleństwo budziło się na pierś co dwie godziny w nocy.

Gdy urodziłam pierwsze dziecko strasznie zazdrościłam mojej mamie czy babci wsparcia kobiet starszego pokolenia. Mi nie miał kto pomóc - mama wciąż aktywna zawodowo a babcie już dawno po 80-tce. Brakowało mi wsparcia, i to nie chodziło nawet o to żeby się wyspać gdy ktoś weźmie moje maleństwo na spacer czy przypilnuje w domu, ale nawet zwykłej rozmowy typu "nie przejmuj się to normalne, wyrośnie z tego, dasz radę" zamiast tego miałam sieć www pełną okropnych opisów rozmaitych chorób dziecięcych i innych powikłań, które spędzają sen z powiek rodzicom.
Czasami przeplakalam pół nocy, czasami w nerwach krzyczałam w dzień. Z bezsilności i samotności. Oczywiście mój mąż był w tym ze mną ale jednak to nie jego wsparcia potrzebowałam, zresztą dla niego wszystko też było nowe i niezrozumiałe jak np. moja burza hormonów po porodzie. Nie dziwię mu się , bo w końcu do tej pory w pełni zrównoważona żona zachowuje się jak maniak w psychiatryku, zamartwiając się każdą podjęta decyzją.
Czy z czasem staje się to łatwiejsze? Tak.  Ogólnie. Ale nadal czasami zdarzają mi się dni takiej macierzyńskiej samotności.  Czasami myślę że to nawet i może i depresja, ale na szczęście szybko wracam na "lepsze tory".
Nauczyło mnie to jednak jednego : empatii dla innych matek. Przestałam je oceniać w jakikolwiek sposób. Czasami patrzę na inną kobietę i jej współczuję bo dostrzegam to zmęczenie i stres. Warto czasem odpuścić sobie i innym. W szczególności matkom. Czasami nawet sobie nie wyobrażamy jaki ciężki mogą mieć dzień. I to nie wcale dlatego że dziecko nie spało w nocy i one razem z nim, ale dlatego że same się zafiksowaly, zupełnie niepotrzebnie na jakimś punkcie. Jak doskwiera im samotność i bezsilność (myślę że to uczucie też odkryłam dopiero będąc matka, wcześniej jakoś go nie odczuwałam tak mocno). Ciocia powiedziała mi kiedyś że kobieta jest normalna dopóki nie zostanie matką. Zgadzam się z tym w 100 procentach i staram się łaskawiej patrzeć na inne kobiety i siebie. 

Komentarze